Po raz pierwszy o nietypowych motywatorach pisałam w lutym (można sobie zajrzeć TU). Okazuje się jednak, że dzięki artykułowi zamieszczonemu w ramach portalu GazetaPraca.pl temat można rozszerzyć (link do artykułu TU).
Pierwszy wniosek jest taki, że do opracowywania systemów motywacyjnych w dużych firmach trzeba zacząć zatrudniać osoby o nieprzeciętnej kreatywności. A dobrze by było, gdyby jeszcze taka osoba miała sporą wiedzę psychologiczną, społeczną i kulturową. Zatem niech nikogo nie zdziwi, gdy pojawią się ogłoszenia kreatywnego projektanta systemów motywacyjnych zatrudnię.
Drugi wniosek - najlepiej motywuje do pracy to, co dla pracownika jest subiektywnie najbardziej cenne. Na pierwszy rzut oka banalne stwierdzenie zawiera w sobie dwie ważne kwestie. Po pierwsze, każdego motywuje co innego. Dla wielu będzie to po prostu poziom płac. Ale dla innych, a na pewno dla tych, którzy swoje zarobki uważają za godziwe, motywujące będą najróżniejsze rzeczy - opieka nad dziećmi, opieka medyczna, dodatkowe dni wolne, łatwiejszy dostęp do kredytu hipotecznego na zakup mieszkania lub domu i wiele, wiele innych. Czyli optymalne jest działanie, które teoretycy nazywają motywowaniem indywidualnym,i do każdego pracownika podchodzi się jak do jednostki, oferując mu dokładnie to, czego pożąda i potrzebuje. Możliwe? Teoretycznie tak, ale w praktyce jest to bardzo trudne wyzwanie.
Druga ważna kwestia to uświadomienie sobie, co może być dla pracownika lub grupy pracowników cenne. I tu okazuje się, że warto brać pod uwagę nie tylko typowe narzędzia motywacyjne, ale także spojrzeć szerzej, na sytuację w kraju, kwestie kulturowe, tradycję i wiele innych czynników i w oparciu o nie postarać się zaprojektować systemy motywacyjne.
I tu wracamy do przykładów nietypowego motywowania. Okazuje się, że są takie firmy, które analizują, co dla ich pracowników jest rzeczywiście cenne, a co wynika na przykład z uwarunkowań zewnętrznych. Japonia. Ziemia tam droga, bo to towar deficytowy i odbija się to nie tylko na cenach nieruchomości, ale także na... cenach miejsc na cmentarzach. Dobre miejsce wiecznego spoczynku jest relatywnie cenne? Jest. Proponuje się zatem pracownikom wykupienie i opłacanie takiego miejsca.
Okazuje się jednak, że Japonia dostrzega nie tylko aspekty związane z życiem wiecznym, ale widzi też kwestie doczesne, a ściślej pisząc - romantyczne. Spotkał cię zawód miłosny? Troskliwy pracodawca oferuje ci krótki urlop na pozbieranie się po takim nieszczęściu. I tu ciekawostka - urlop taki oferowany jest paniom (czyżby dyskryminacja lub stereotypowe postrzeganie płci pięknej jako słabszej, a chłopaków, jako tych co nie płaczą?). A długość urlopu zależy od wieku nieszczęśliwej porzuconej - do 24. roku życia należy się jeden dzień, 25-29 lat to dwa dni, a powyżej 29 lat trzy dni. Czyli im starsza porzucona, tym gorzej to znosi.
Wykorzystuje się oczywiście także zupełnie typowe narzędzia motywacyjne - takie jak opieka medyczna czy bony - ale nadaje się im zupełnie nowe znaczenie, wypełnia się je nietypową treścią. Przykładem jest przysłowiowy talon na balon - czyli bony do wykorzystania na loty balonem, skoki spadochronowe i inne ekstremalne atrakcje, co okazuje się szczególnie pożądane przez pracowników płci męskiej w wieku średnim (i tym razem pachnie stereotypem kryzysu wieku średniego, ale coś w tym jest). Nietypowe bony zaproponowała swoim pracownikom pewna włoska firma - załatwiła im bony pogrzebowe, wartości 5 tysięcy euro każdy.
Kolejnym typowym narzędziem motywacyjnym jest możliwość skorzystania z prywatnej opieki medycznej. I ponownie - o cenności decyduje zakres pomocy, z której można korzystać. Opieka lekarza rodzinnego, stomatologa czy innych specjalistów to w wielu firmach za mało. Oferuje się zatem pracownikom zabiegi nietypowe i niestandardową pomoc - konsultacje dietetyka czy seksuologa, laserową korektę wad wzroku, zapłodnienie in vitro, a nawet - operację zmiany płci. Ciekawe ile osób korzysta z tej ostatniej możliwości?
Samochód służbowy? To oczywista oczywistość w wielu firmach, ale bywa, że i to narzędzie motywowania jest fantazyjne, bo jak inaczej nazwać opancerzonego Hummera jako pojazd służbowy (taką fanaberię miał szef Macy's). Bywa też, że samochód to za mało, kupuje się odrzutowce, śmigłowce i jachty morskie. Przy czym w odniesieniu to tego ostatniego powstaje pytanie o zasadność zakupu w firmie, której siedziba i oddziały mieszczą się w miejscowościach bez dostępu do morza. Z drugiej strony może chodziło o udostępnianie jachtu na czas urlopu, kto wie?
I jeszcze tylko jedna uwaga - jedną z teorii motywacyjnych jest dwuczynnikowa teoria Herzberga, który stwierdził, że są dwie grupy czynników: czynniki higieny i czynniki motywacyjne. Czynniki higieny muszą się pojawić, by pracownik w ogóle chciał w danej pracy się pojawiać, pracować dla danej firmy. Jeśli ich nie ma, to zatrudniony okazuje niezadowolenie. A czynniki motywacyjne będą zachęcać do bardziej wytężonej pracy i wysiłku na chwałę firmy. Ale motywatory nie zadziałają, jeśli nie ma czynników higieny, a wśród tych ostatnich jest między innymi wysokość płac. Czyli żadne opłacenie przez firmę wyprowadzania psa, żadne talony na balony nie mają sensu, jeśli zatrudniony ma poczucie, że zarabia za mało w stosunku do wkładanego w pracę wysiłku.